O mnie

Wiel­ka fas­cy­nac­ja krótko­falarst­wem oga­r­nęła mnie, gdy byłem uczniem 8 klasy szkoły pod­sta­wowej. Mając już na kon­cie udane doświad­czenia  z niele­gal­ny­mi nada­jnika­mi UKF-FM (w ówczes­nym “soc­jal­isty­cznym” paśmie OIRT 64 — 74 MHz), a nawet z nada­jnikiem iskrowym, zacząłem świadomie zdoby­wać wiedzę i szukać kon­tak­tów z krótko­falow­ca­mi. Stu­diowałem poży­czane archi­walne wyda­nia “Radioam­a­to­ra i krótko­falow­ca”, Biule­tyny PZK, “ABC krótko­falow­ca”, “Podręcznik radio­op­er­a­to­ra” itp. lit­er­aturę. W rocznikach “Młodego Tech­ni­ka” 1974,1975 znalazłem fas­cynu­ją­cy cykl “Jak zostać krótko­falow­cem” autorstwa inż. Witol­da Koza­ka. Pier­wszym nadaw­cą, do  którego trafiłem był Radek SP3OKU, wów­czas uczeń klasy mat­u­ral­nej LO, mają­cy  licencję i czyn­ną radiostację UKF (radiotele­fon FM-3001 z płyn­nie przes­tra­janym odbiornikiem i kwar­cowym nada­jnikiem, antenę 9 ele­men­tów wg SP6LB). Radek wypoży­czył mi solid­nie wyko­nany odbiornik nasłu­chowy w układzie homo­dyny na pas­mo 80m, z zas­trzeże­niem, że muszę napraw­ić w nim stopień m.cz., wyjaśnił jak zbu­dować antenę G5RV i zapro­ponował spotkanie w Klu­bie SP3KWA przy okazji zawodów SP‑K. Antenę wykon­ałem i rozwiesiłem na dachu, w odbiorniku wymieniłem tranzys­tor ger­manowy i wkrótce rozpocząłem nasłuchy. Zaprowadz­iłem dzi­en­nik SWL według wskazówek zawartych w “ABC”. W ciągu dnia, w słabej propa­gacji  sły­chać było tylko co sil­niejsze pol­skie stac­je SSB. Wiec­zorem homo­dynowy odbiornik ule­gał przes­terowa­niu i dopó­ki nie wyposażyłem go w tłu­mik antenowy, z odbiorem na 80m  bywały  trud­noś­ci. Nasłuchi­wałem też w paśmie 40m na domowym radiood­biorniku “JOWITA 2” z dodatkiem włas­noręcznie wyko­nanego gen­er­a­to­ra BFO, na jed­nym tranzys­torze i obwodzie p.cz. 465 kHz.

Pier­wsze nasłuchy SWL SP-003KN. Rok 1987. Zdję­cie wykon­ał Alek­sander Gomoliszews­ki (mój Tata).

Pier­wsze nadawanie rodz­imej stacji SP3KWA jakie usłysza­łem na swoim odbiorniku, to były syg­nały CW wysyłane przez Mar­i­ana SP3OKR w zawodach SP‑K. Nie umi­ałem ich jeszcze odczy­tać. Wios­ną 1987r. trafiłem  do klubu (oczy­wiś­cie w dru­gi czwartek miesią­ca) aby zobaczyć na żywo pracę w SP‑K na Jow­iszu SP103 / SP205. Tam sprawy potoczyły się trochę zbyt szy­bko. Radek SP3OKU zarekomen­dował mnie jako “wpraw­ionego  nasłu­chow­ca”, posad­zono mnie przy mikro­fonie radiostacji w cza­sie zawodów. Nie wiele dobrego z tego wyszło. Uległem trem­ie i choć miałem już osłuchanie i wiedzę o prowadze­niu łącznoś­ci,   pomyliłem jed­nak zna­ki, wymi­anę grup kon­trol­nych  i zaciąłem się przy pier­wszej pró­bie woła­nia. Władek SP3OKT wypowiedzi­ał wów­czas słowa, które dłu­go rozbrzmiewały w mojej pamię­ci “..Do zawodów się nie nada­jesz !” Postanowiono, że pier­wsze łącznoś­ci powinienem naw­iązać w zwykłym try­bie, ale to nie będzie łatwe, gdyż z klubu nie moż­na nadawać w żad­nej z nor­mal­nych godzin oglą­dal­noś­ci telewiz­ji. Niedłu­go potem z pomocą wyszedł Sławek SP3OKS, który zapro­ponował nadawanie w sobo­ty, około godziny 7 rano. Przed ostate­czną próbą oper­a­torską prowadz­iłem w domu inten­sy­wne nasłuchy, praw­ie “na okrągło”. Kon­cen­tru­jąc uwagę ćwiczyłem  wywoła­nia ogólne, literowanie znaków, opisy aparatu­ry, zapisy­wanie danych z QSO i  prowadze­nie całych łącznoś­ci bez nada­jni­ka, “na sucho”.  Dziś mało kto chce uwierzyć z jaką dokład­noś­cią i poświęce­niem szkolił się młody krótko­falowiec w małym mieś­cie. Jed­nak cały ten trud wydawał się nor­mal­ny i niezbęd­ny. Również akty­wność SWL — bycie nasłu­chow­cem przed przys­tąpi­e­niem do egza­minu i uzyskaniem licencji nadaw­czej było oczy­wiste. Niczego nie moż­na było dostać “na gotowo” a do przezwycięże­nia cią­gle były jakieś trud­noś­ci. Potrzeb­na była samodziel­ność i wytr­wałość w dąże­niu do celu. W sferze marzeń zna­j­dował się swo­bod­ny dostęp do radiostacji klubowej i możli­wość codzi­en­nego naw­iązy­wa­nia łącznoś­ci. Podob­nie — posi­adanie jakiegokol­wiek urządzenia nadaw­c­zo-odbior­czego. Jed­nocześnie wszys­tko co z krótko­falarst­wem związane, wydawało się wielce atrak­cyjne i pocią­ga­jące, a nawet mag­iczne. Nato­mi­ast za dar­mo moż­na było dostać od kolegów  częś­ci, podze­społy elek­tron­iczne, frag­men­ty demo­bilowych radiostacji i sze­roko rozu­mi­aną pomoc teo­re­ty­czną i prak­ty­czną.

Strona z dzi­en­ni­ka SP3KWA. QSO od nr 410 do 414 to moje pier­wsze łacznoś­ci. O tym, że jako radio­op­er­a­tor muszę popraw­ić charak­ter pis­ma, pier­wszy powiedzi­ał mi Antoni Ordan SP3JHH z Z.W. LOK Konin, Klub SP3KJD.

Na stacji klubowej SP3KWA po raz pier­wszy pra­cow­ałem w pewną czer­w­cową sobotę roku 1987, w godz­i­nach 6 – 8 rano, pod okiem Sławka SP3OKS. Po takim jak moje przy­go­towa­niu łącznoś­ci szły dobrze, zgłasza­ło się wiele stacji, a czas do godziny obow­iązkowego QRT mijał bard­zo szy­bko. Latem 1987 zabrałem na wakac­je do Powidza odbiornik nasłu­chowy,  włas­noręcznie wyko­nany klucz telegraficzny z drew­ni­aną dźwig­nią i  tranzys­torowym gen­er­a­torem tonu CW. Odbier­ałem w doskon­ałych, nie spo­tykanych dla mias­ta warunk­ach  mnóst­wo  radiostacji, w tym klubowych (głównie harcer­s­kich) nada­ją­cych z obozów rozsianych po Polsce. Do dziś pamię­tam z nasłuchu zaję­cia przy radiostacji na harcer­skim obozie SP2ZCI/2 w Pólku, albo pracę Hen­ry­ka SP6ARR ze stacji Telewiz­yjnego Klubu Krótko­falow­ców SP6TVP z Wrocław­ia, pod­czas nagry­wa­nia pro­gra­mu “Krótko­falow­cy”. W Powidzu z ogrom­ną siłą sły­chać było radiostację SP3KXC z Witkowa, zaprzy­jaźniony i odwiedzany przez naszą ekipę wojskowy klub KF.  W zawodach SP‑K tury lip­cowej 1987 usłysza­łem też rodz­imy znak SP3KWA z głosem Wład­ka SP3OKT. Uczyłem się alfa­betu Morse’a i bez czy­je­gokol­wiek instruk­tażu metody­cznego ćwiczyłem nadawanie na kluczu.
W końcu sierp­nia 1987 uczest­niczyłem w ekspedy­cji radiostacji SP3KWA/3 do Gaju (jez. Gosław­ick­ie) z Wład­kiem SP3OKT, Sławkiem SP3OKS i Mar­i­anem SP3OKR. Okazją były coroczne LOK-owskie zawody terenowe “Pol­ny Dzień”. Obow­iąz­ki głównego oper­a­to­ra CW pełnił Mar­i­an SP3OKR. Z Kon­i­na, z siedz­i­by ZW LOK przy ul.Urbanowskiej pra­cow­ała sztabowa stac­ja wojew­ódz­ka SP3KJD wyposażona w TS-520S Ken­wood. W celach towarzys­kich odwiedzili naszą ekipę: Andrzej SP3FCO i Grze­gorz SP3MYT z Kon­i­na.  Przed tym audy­to­ri­um zademon­strowałem swo­ją świeżo nabytą umiejęt­ność nadawa­nia telegrafią. Stwierd­zono, że znam cały alfa­bet i praw­idłowo nada­ję. Ale nie umi­ałem kom­plet­nie nic ode­brać. W nowy rok szkol­ny, do I klasy Liceum Ogól­nok­sz­tałcącego wkroczyłem z sil­nym postanowie­niem dal­szej nau­ki telegrafii i szy­bkiego przys­tąpi­enia do egza­minu na “Świadect­wo Uzdol­nienia”.
Na ama­tors­kich pas­mach KF w lat­ach 80-tych sły­chać było mnóst­wo nieam­a­tors­kich (głównie wojskowych) stacji nada­ją­cych radi­ogramy w gru­pach 5‑znakowych, w najróżniejszych szy­bkoś­ci­ach. Tak więc mając odbiornik nasłu­chowy moż­na było ćwiczyć CW bez płyt, kaset i trans­miterów treningowych. Moja nau­ka odbioru pole­gała na wsłuchi­wa­niu się w radi­ogramy i próbach rozpoz­nawa­nia choć­by poje­dynczych liter i cyfr (znałem już na pamięć alfa­bet). Postęp był szy­b­ki i z cza­sem zacząłem odbier­ać całe grupy i treś­ci. Sporo emocji dało mi ode­branie pier­wszych rzeczy­wistych znaków wywoław­czych radiostacji ama­tors­kich. Od rozpoz­na­nia i zapisa­nia QSO stacji jugosłowiańs­kich YU7CAG i YU7… w paśmie 40m, na radiood­biorniku “JOWITA” rozpocząłem swój okres reg­u­larnych nasłuchów telegraficznych.
Jesienią 1987r. odbier­ałem i nadawałem telegrafią w tem­pie 12 — 14 grup ma min­utę. Ale mogłem pochwal­ić się tym tylko sam przed sobą i rodzi­ca­mi. W klu­bie nie było niko­go kto podzielał­by zain­tere­sowa­nia telegraficzne lub mógł sprawdz­ić i ocenić moje umiejęt­noś­ci. Nat­u­ral­nie zależało mi na przeprowadze­niu pier­wszej łącznoś­ci CW ze stacji SP3KWA. Przy­go­towywałem się do tego podob­nie jak przed pier­wszym QSO na fonii, prowadząc już zupełnie swo­bod­nie nasłuchy CW i trenu­jąc całe łącznoś­ci “na sucho”. W decy­du­ją­cym momen­cie ówczes­ny kierown­ik SP3KWA, Władek SP3OKT zablokował możli­wość mojej pra­cy CW stwierdze­niem, że : “…z klubu mogę pra­cow­ać na telegrafii przy oper­a­torze zna­ją­cym telegrafię i mogą­cym kon­trolować moją pracę…” Oczy­wistym było, że takiego kogoś na co dzień nie ma. Z kon­tek­stu wynikał brak popar­cia i brak wiary w moje umiejęt­noś­ci. Ale jed­no­ra­zowo udało się ściągnąć w celu nad­zoru telegrafistę Mar­i­ana SP3OKR z Tuliszkowa. Było jesi­enne popołud­nie, środek tygod­nia. Po zestro­je­niu Jow­isza na część telegraficzną pas­ma 80m, znalazłem wol­ną częs­totli­wość, nadałem “QRL ?” i rozpocząłem wołanie CQ w tem­pie powyżej 12 grup na min­utę. Mar­i­an SP3OKR zdążył potwierdz­ić, że wszys­tko jest dobrze. Na pier­wsze CQ zgłosiła się stac­ja z ZSRR UA.…… , której zacząłem odpowiadać. Nie doszło jed­nak do pełnego QSO, nie usłysza­łem swo­jego rapor­tu… To ner­wowy mieszkaniec bloku (sąsi­ad) wszedł na dach i zer­wał oraz zrzu­cił na ziemię antenę LW. Widać miał silne zakłóce­nia TVI od naszego nadawa­nia. Taka była moja pier­wsza łączność z Klubu SP3KWA na telegrafii.
Z egza­minem na Świadect­wo Uzdol­nienia przed komisją ówczes­nej Państ­wowej Inspekcji Radiowej początkowo także były trud­noś­ci, ponieważ kierown­ict­wo klubu nie było przeko­nane co do słusznoś­ci mojego star­tu na  kat­e­gorię I, czyli egza­minu włącznie z telegrafią. Byłem w I klasie LO. Po pewnych “przepy­chankach” uzyskałem jed­nak odpowied­nie pod­pisy na doku­men­tach i 21 listopa­da 1987 samot­nie wybrałem się PKS-em z Turku, na egza­min, do siedz­i­by LOK w Poz­na­niu, przy ul. Niezłom­nych 1. Pozy­ty­wny wynik tes­tu z telegrafii podano mi od razu. Pochwal­ił mnie Woj­ciech Duda SP3CCT (SK). Ale o teorię musi­ałem dopy­ty­wać się tele­fon­icznie w następ­nym tygod­niu. Mimo chę­ci załatwienia wszys­tkiego jak najszy­b­ciej, na licencję i znak SP3SLU przyszło mi czekać dokład­nie 6 długich miesię­cy. Doku­ment odbier­ałem oso­biś­cie w siedz­i­bie PZK w Poz­na­niu, w klu­bie SP3POZ, z rąk Bar­bary SP3OEH (SK), w dniu 21 czer­w­ca 1988r. , gdy zaczy­nały się wakac­je po I klasie liceum.

Wcześniej,  oczeku­jąc na licencję przy­go­towywałem stację nadaw­c­zo-odbior­czą.  W modzie była wów­czas najnowsza wer­s­ja  pod­sta­wowego układu trans­ceivera SP5WW opub­likowana w roku 1986 w “Radioelek­tron­iku”. Cała krótko­falars­ka Pol­s­ka budowała ten układ, podob­nie jak kil­ka lat wcześniej “Bart­ka”.  Ja także skłą­dałem płytkę SP5WW. Ale w między­cza­sie trafiła do mnie zdekom­ple­towana radiostac­ja RBM‑1. Doprowadz­iłem ją do porząd­ku. Zrekon­struowałem braku­jące podze­społy posi­la­jąc się zastępczy­mi i pochodzą­cy­mi z innych niekom­plet­nych RBM-ek. Z tego co mi wiado­mo bra­ki podze­społów w LOK-ows­kich RBM-kach wiąza­ły się z ich pobieraniem (kon­den­sato­ry nastawne, przekład­nie, dławi­ki żarzeniowe, karkasy dużych cewek) w celu przekaza­nia pro­du­cen­towi trans­ceiverów “Jow­isz” w Pos­to­minie. Do stacji dobu­dowałem zasi­lacz i wzmac­ni­acz mocy na lampie PL-36, a później na 2 lam­pach QQE-03/12. Antenę G5RV przewiesiłem z dachu w wol­ną przestrzeń między bloka­mi. Oczy­wiś­cie wypróbowałem całą radiostację w real­nych łącznoś­ci­ach telegraficznych jeszcze przed wydaniem licencji.  Zasięg był zadzi­wia­ją­co duży. Tym sposobem w dniu 28 czer­w­ca 1988, po upra­wom­oc­nie­niu się poz­wole­nia ( trze­ba było odczekać z licencją w ręku jeszcze 7 dni ) rozpocząłem reg­u­larną pracę na KF emisją CW jako SP3SLU.
Losy Klubu SP3KWA nie były w tym cza­sie szczęśli­we. Prob­lem zakłóceń TVI i protesty sąsi­adów z bloku przy­brały na sile. Nie było mowy o odt­warza­niu zniszc­zonych anten. W związku z tym zawody SP‑K , żelazny obow­iązek każdej LOK-owskiej stacji klubowej odbęb­nial­iśmy z różnych okazjon­al­nych QTH. W ten sposób w cza­sie ferii zimowych w roku 1988 klubowy TRX Jow­isz został kon­spir­a­cyjnie zain­stalowany u Rad­ka SP3OKU (dla ścisłoś­ci — po raz dru­gi) . Za antenę służył dipol 2x19.5m wiszą­cy w ogród­ku. Uparłem się wów­czas aby w zawodach pra­cow­ać na telegrafii. Miało to być drugie pode­jś­cie bezpośred­nio po mojej pier­wszej pró­bie, pod­czas której zniszc­zono klubową antenę LW. Przed zawoda­mi naw­iąza­łem telegrafią QSO z brat­nią stacją klubową SP3KXK z Kon­i­na, obsługi­waną przez Euge­niusza SP3JIO. W zawodach SP‑K, jak na pier­wszy raz, szło nad wyraz dobrze i co ciekawe, bez spec­jal­nych ćwiczeń, odru­chowo przeszedłem do pra­cy tem­pem około 20 grup na min­utę w nadawa­niu na kluczu sztor­cowym i odbiorze. Ten skok tem­pa CW w górę nastąpił w warunk­ach sil­nych emocji związanych z pier­wszą udaną pracą w zawodach i nie cofnął się już, prze­ci­wnie były dal­sze postępy. Awan­sowałem na wyższy poziom pod­czas jed­nej tury SP‑K. Władek SP3OKT w trak­cie zawodów tele­fonował do Antoniego Ordana SP3JHH w ZW LOK Konin z infor­ma­cją, że “Jur­ka roznosi przy radiostacji”. Przy innej okazji nadawal­iśmy w zawodach z mojego domowego QTH i ante­ny G5RV wiszącej między bloka­mi przy ul. Find­era 3 i 5 w Turku.
22 lip­ca 1988r. poka­zowa stac­ja SP3KWA/3 została zain­stalowana na 1 dzień w budynku OSiR Turek , w ramach uczest­nict­wa w fes­tynie z okazji Świę­ta Man­i­fes­tu Lip­cowego PKWN. Wcześnie rano pra­cow­al­iśmy w zawodach okolicznoś­ciowych “PKWN”.   Następ­nie przez cały dzień, aż do wiec­zo­ra, emis­ja­mi SSB i CW 80m na JOWISZU. Władek SP3OKT uru­chomił stanowisko z kom­put­erem TIMEX 2048 do odbioru SSTV. Stację odwiedz­iła niewiel­ka gru­pa zna­jomych i ciekaws­kich oraz ofic­jal­ni goś­cie. Co najważniejsze, otworzyły się nowe per­spek­ty­wy dla SP3KWA. Po kilku miesią­cach załatwia­nia for­mal­noś­ci przez Wład­ka SP3OKT, ze wspar­ciem LOK‑u Konin w oso­bie Antoniego Ordana SP3JHH, OSiR Turek zgodz­ił się przyjąć Klub pod swój dach. Wkrótce nastąpiła przeprowadz­ka do niedużego pomieszczenia w parterowym budynku, z okra­towanym oknem od strony połud­niowej i widok­iem na łąki ide­al­nie odpowiada­jące potrze­bom antenowym. Do prze­chowywa­nia radiostacji zgod­nie z wymoga­mi LOK zes­pawano stalowy sejf na bazie szafy od radiotele­fonu bazowego FM-326. Na łąkach OSiR‑u ustaw­iliśmy 2 masz­ty z rur stalowych po około 8m z odciąga­mi, utrzy­mu­jące antenę W3DZZ.
Skrom­ny klub SP3KWA miał w tam­tym cza­sie ciekawą i wartą wspom­nienia, czys­to for­mal­ną struk­turę  wewnętrzną i podzi­ał  na sekc­je. Wynikało to z form narzu­canych przez LOK i wdrażanych  przez Antoniego Ordana SP3JHH z ZW LOK Konin. Tak więc oprócz radiostacji klubowej z cza­sem for­mal­nie powołano Pra­cown­ię Radioelek­tron­iczną. Na jej wyposaże­nie  prze­jęliśmy kil­ka przyrządów pomi­arowych (m.in. woltomierz lam­powy U‑718, radzieck­ie zestawy: miernik + lutown­i­ca) , spore iloś­ci sprzę­tu demo­bilowego oraz ele­men­tów elek­tron­icznych. Po zaopa­trze­nie jeździl­iśmy okre­sowo samo­cho­dem Elek­trowni “Adamów” do Kon­i­na, gdzie Antoni Ordan SP3JHH dzielił i obdarowywał  zasoba­mi mag­a­zynu ZW LOK przy ul. Urbanowskiej 16. Z chwilą przekaza­nia Klubowi kom­put­era TIMEX 2048 powołano Sekcję Kom­put­erową, z odd­ziel­nym kierowikiem (pra­cown­ikiem Elek­trowni nie będą­cym krótko­falow­cem) . Niezwyk­le  ważnym było, aby od każdej sekcji spły­wały do “cen­trali” szczegółowe spra­woz­da­nia śró­droczne i roczne, z liczba­mi członków, szkole­ni­a­mi, zawoda­mi itp.  W nomen­klaturze LOK-owskiej mówiło się o dzi­ała­niu  odd­ziel­nych pod­miotów: radiostacji, pra­cowni, sekcji kom­put­erowej. W prak­tyce było to całkow­itą fikcją.
Uzyskanie i utrzy­manie licencji klubowej kat. I było uwarunk­owane ze strony ówczes­nej Państ­wowej Inspekcji Radiowej (PIR) deklaracją 3 tzw. oper­a­torów fir­mu­ją­cych. Musieli oni posi­adać “Uprawnienia oper­a­torskie klasy A” , tj. dru­gi prócz licencji doku­ment wydawany przez PIR oso­bie pry­wat­nej. W przy­pad­ku klubów LOK-ows­kich, których z założe­nia miało być jak­na­jwięcej, wys­tępowały powszechne  defi­cy­ty oper­a­torów fir­mu­ją­cych. I tak na licencji SP3KWA z początku fig­urowali: Władek SP3OKT, Sławek SP3OKS i “wypoży­c­zony” z Kon­i­na Mar­i­an SP3OKR. Gdy  uzyskałem znak SP3SLU i uprawnienia oper­a­torskie, zostałem w roku 1988 dopisany do SP3KWA jako oper­a­tor, a Mar­i­an SP3OKR powró­cił do fir­mowa­nia które­goś z klubów w Koninie. Dla przykładu : z powodu braku dys­pozy­cyjnych  oper­a­torów kat. I , klub  SP3KVE z Konińskiego Zatorza przez kil­ka lat miał II kat­e­gorię licencji i możli­wość nadawa­nia tylko na UKF. Wyszło to na dobre, radiostac­ja SP3KVE stała się niek­wes­t­ionowanym lokalnym mis­trzem UKF‑u.
Wraz z pojaw­ie­niem się kom­for­tu nadawa­nia i odbioru KF na stacji SP3KWA w budynku OSiR,  wzrosło zapotrze­bowanie na swo­bod­ny dostęp do radia. Potrafil­iśmy pra­cow­ać na stacji tyle — ile się dało. W lat­ach 1988 / 1989 do klubu przy­chodzili i na radiostacji pra­cow­ali : Jerzy SP3SLU, Robert SP3TLH, Krzysiek SP3TLF, Agniesz­ka SP3TLG, Hen­ryk Mar­iusz Grzym­s­ki z młodzieżą z drużyny harcer­skiej  i inni. Wios­ną 1989 będąc uczniem II klasy LO w week­endy wielokrot­nie rozpoczy­nałem nadawanie z klubu  przed wiec­zorem, a kończyłem wcześnie rano, już po wschodzie słoń­ca. Zależało mi na DX-ach , szczegól­nie łącznoś­ci z USA, Kanadą. Pas­mo 20m, a cza­sem i 15m bywały przez całą dobę otwarte. Lam­pa GU-50 we wzmac­ni­aczu “Jow­isza” i ante­na W3DZZ  dawały radę. Na nock­ach radiowych prze­si­ady­wałem sam, tylko nad ranem o świcie, częs­to przy­jeżdżał row­erem Krzysiek SP3TLF powraca­ją­cy z wojaży.
Co ciekawe, do roku 1988 kierown­ict­wo klubu w oso­bie Wład­ka SP3OKT zakazy­wało mi naw­iązy­wa­nia łącznoś­ci ze stac­ja­mi państw zachod­nich. Pre­fix DL nie miał prawa znaleźć się w dzi­en­niku. Niemile widziane było mówie­nie o pra­cy DX-owej, przes­tra­janie nada­jni­ka na wyższe pas­ma. Częs­to słysza­łem, że jesteśmy w zakład­owym klu­bie LOK-owskim przy Elek­trowni “Adamów” i jako goś­cie może­my szkolić się w pod­sta­wowych łącznoś­ci­ach na 80m, do tego służy stac­ja klubowa.  DX‑y , wyższe pas­ma itp. rzeczy mogę robić z domu lub założyć włas­ny klub. Zupełnie inne pode­jś­cie  widzi­ałem w ówczes­nym klu­bie SP3PMA Konin , gdzie koledzy w moim wieku i star­si ( SP3RNZ, SP3SLO, SP3OCC, SP3VSC, Kaj­mak ) napawali się łącznoś­ci­a­mi z kap­i­tal­isty­cznym zacho­dem i DX-ami,  śmiejąc się i niedowierza­jąc  moim opowieś­ciom o tym co dzieje sie w Turku. Ten reżim odpuś­cił jed­nak około roku 1989. Nie było może rewolucyjnego przeło­mu, jed­nak w nieusta­ją­cych stara­ni­ach o dopuszcze­nie do pra­cy na wyższych zakre­sach KF i z DX-ami stop­niowo przes­tałem odczuwać opór i zakazy kierown­ict­wa. Mogłem dzi­ałać.
Odd­ziel­ny , specy­ficzny wątek tam­tych lat to pra­ca w zawodach KF. Pamię­tam zasad­nic­zo dwa aspek­ty i kierun­ki naucza­nia, których wpły­wom  początkowo ule­gałem. Pier­wszy to wspom­ni­ane  pode­jś­cie do zawodów SP‑K, pod­nie­sionych wów­czas for­mal­nie do ran­gi Mis­tr­zostw Pol­s­ki  LOK Radiostacji Klubowych. W dru­gi czwartek każdego miesią­ca należało brać w nich udzi­ał, bardziej dla powin­noś­ci i odhaczenia niż rywal­iza­cji sportowej. Zarząd Wojew­ódz­ki LOK rywal­i­zował nato­mi­ast z inny­mi okręga­mi w punk­tach jakie “wyra­bi­ały” podle­ga­jące mu klu­by. Prze­ciętne osiąg­nię­cia naszej stacji, do których przy­wyk­liśmy to było od 30 do 60 QSO i około set­nego (100) miejs­ca w klasy­fikacji. Dru­ga nau­ka kierown­ict­wa brzmi­ała “zawodów wygrać się nie da, zawody wygry­wa­ją stac­je z Warsza­wy i innych miast, gdzie pracu­je się na 2 i więcej nada­jnikach dużej mocy, więc nie ma co się nawet starać”. Wpływ tych sug­estii na moje rozu­mowanie był sil­ny, wydawało mi się, że tak już musi być i przekazy­wałem to stanowisko innym. W takim uję­ciu zawody KF nie były  fas­cynu­jące, a do koń­ca danej tury cza­sem nie chci­ało się czekać. Poza SP‑K omi­jało się wszelkie zawody. Takie było pode­jś­cie.
Ile zmi­an może przynieść spotkanie na drodze właś­ci­wego człowieka, który zain­spiru­je,  pok­ieru­je, da przykład i zaszczepi wiarę w możli­woś­ci — niech ukaże kole­j­na his­to­ria związana z ludź­mi i naszym Klubem:
W lat­ach 1989/1990 goś­cił w Turku i nad­zorował pewne prace mod­ern­iza­cyjne w Elek­trowni krótko­falowiec wrocławs­ki Krzysztof Hryszko SP6BPY. Spędza­jąc tu kil­ka tygod­ni zaw­itał do SP3KWA na zaprosze­nie Wład­ka SP3OKT. Kiedy koledzy roz­maw­iali z goś­ciem o przysłowiowym “mydle i powi­dle”  dostrzegłem w nim ogromne żródło cen­nej wiedzy. Nie dawałem spoko­ju tem­atom łącznoś­ci, DX-ów, anten, oper­a­torstwa itp. Pochła­ni­ałem infor­ma­c­je od krótko­falow­ca o ogrom­nym doświad­cze­niu i wyraźnie innym niż znane  nam pode­jś­ciu do spraw. Słuchałem opowiadań o starym wrocławskim światku DX-manów, o dyżu­rach w sieci  DX-owej i  sys­temie wza­jem­nego powiadami­a­nia na UKF, o pra­cy w zawodach między­nar­o­dowych, ante­nach (nie tylko dipolowych) itp. Uzyski­wałem odpowiedzi na więk­szość nur­tu­ją­cych i nie rozwiązanych dotąd pytań. Zacząłem planować i marzyć o włas­nych dzi­ała­ni­ach w podob­nym sty­lu. Naj­cen­niejszy­mi “kroka­mi do przo­du” jakie wtedy poczyniłem okaza­ły się: wspól­ny start w zawodach na CW. Krzysztof SP6BPY wprowadz­ił atmos­ferę pra­cy na konkret­ny wynik, zaraz­ił wiarą w możli­wość  dobrego rezul­tatu i emoc­ja­mi sportowo-oper­a­torski­mi.  Uzyskaliśmy wynik reko­r­dowy dla SP3KWA i TRX‑a Jow­isz. Skutecznie przestaw­iło to moje myśle­ni­ae na nowe tory. Innym razem wołal­iśmy w Pile­Up’ie  DX‑a , oble­ganą stację z Sene­galu 6W… Naw­iązanie łącznoś­ci wydawało mi się niere­alne w naszych warunk­ach. Zwyk­le omi­jałem takie stac­je.  A jed­nak udało się i była to również skutecz­na inspirac­ja. Wresz­cie  wg wskazówek SP6BPY zbu­dowałem pier­wszą antenę GP 1/4 fali na pas­mo 14 MHz, z prze­ci­wwaga­mi i kon­den­satorem stro­ją­cym. Ustaw­iłem ją na dachu mojego bloku mieszkalnego. Stroiła się ide­al­nie  (SWR 1:1) i zapewniła na 14MHz łączność  z W, VK,  ZL… W tym cza­sie ( III klasa L.O. ) dokończyłem budowę mojego pod­sta­wowego TRX‑a i wzmac­ni­acza , uży­wanych przez  dal­szych 18 lat ( do 2008 ) , urządze­nie na 3,5 / 14 MHz , lam­pa QQV 07/50 w stop­niu PA o mocy OUT 100W.
Dal­szy bieg wypad­ków, nie opisy­wanych tu dokład­nie, był taki, że w roku 1991 Klub LOK SP3KWA przy Elek­trowni „Adamów” został for­mal­nie zlik­wid­owany, a powołano Klub Łącznoś­ci LOK SP3KWA przy S.M. „Tęcza” w Turku. Jako maturzys­ta, 19-latek, zostałem jego kierown­ikiem. Zajęliśmy lokal w piwni­cy bloku przy ul. Spółdziel­ców 7, a latem roku 1995 wys­zliśmy z podziemia, dosta­jąc przy­dzi­ał lokalu w Osied­lowym Klu­bie „Tęcza”. We wszys­tkim tym skutecznie poma­gał nasz nieodżałowany przy­ja­ciel Danek Gajew­s­ki (zm. 2012) pra­cown­ik S.M. „Tęcza”, kierown­ik klubu osied­lowego. Danek nigdy nie był krótko­falow­cem, lecz tylko lub aż Sym­pa­tykiem krótko­falarst­wa. Lecz to nie przy­padek. Okazu­je się bowiem, że jego szwagi­er to Ste­fan Pał­ka F5IYQ z Amiens, pier­wszy nadaw­ca SP3DSX z Turku (lata 60/70) później SP9DSX z Jas­trzębia, aż do stanu wojen­nego 1981r. Mało tego, Ste­fan Pał­ka F5IYQ to postać his­to­rycz­na. Negocjował i pod­pisy­wał on oso­biś­cie słynne Porozu­mienia Śląskie z rzą­dem PRL 3 wrześ­nia 1980r. Ale to wykracza już poza zakres wspom­nień krótko­falars­kich.
Opisał Jerzy Alek­sander Gomoliszews­ki SP3SLU. cdn.